Tradycyjny Amerykański Thanksgiving...

Święto Dziękczynienia to najbardziej amerykańskie ze wszystkich obchodzonych świąt. Przede wszystkim to święto kultywujące więzi rodzinne jest okazją do ogniskowania bliskości i wspólnej ...

Święto Dziękczynienia to najbardziej amerykańskie ze wszystkich obchodzonych świąt. Przede wszystkim to święto kultywujące więzi rodzinne jest okazją do ogniskowania bliskości i wspólnej refleksji nad minionym rokiem i podziękowania Bogu za otrzymane dary i nadzieję oraz siłę do sprostania nadchodzącym nowym zmaganiom. Szukając odniesienia, to trochę takie polskie Boże Narodzenie, bez prezentów, mniej religijne z rodzinnym dodatkiem, z podkreśleniem wagi rodzinnych więzi, trącące też nieco ideą dożynków z refleksją po kolejnym roku pracy.

To najbardziej amerykańskie z obchodzonych świąt kusi, nakazuje, organizuje miliony ludzi wtrącając ich w świat nostalgii, radości ze wspólnych bezgrzesznych lat dzieciństwa i tęsknego powrotu do zaczarowanej atmosfery rodzinnego domu. Jeszcze tylko ostatnie trzeźwe ostrzeżenie zanim sięgnę po kieliszek kalifornijskiego czerwonego wina: kierowco, zachowaj trzeźwość, zachowaj odpowiedzialność za siebie i za często najdroższych ci pasażerów, twoje dzieci i współmałżonka.

Dla tych co zostaną “u siebie” w wielu miastach tradycyjnie zaplanowano parady Thanksgiving Day, z których najsłynniejszą jest chyba Macy's w Nowym Jorku. Również zwyczajowo Amerykanie oglądają wiele rozgrywanych wtedy zawodów sportowych. Przy naprawdę suto zastawionych stołach niejako w cieniu dymiącego zapachami pieczonego indyka, zasiadają klany rodzinne, aby z każdą przełkniętą porcją niesamowitych pyszności, przeżywać satysfakcję z podjętych wysiłków i rozpływać się w ciepłej refleksji nad minionym czasem wśród bliskich i najbliższych osób, przy kieliszku wina na tle ogni domowego kominka. Spożycie wspólnego posiłku poprzedzone jest modlitwą dziękczynną skierowaną do Boga.

Amerykanie jak ptaki o tej porze roku wracają do swoich rodzinnych gniazd, jadąc samochodami, pociągami i lecąc samolotami, do swoich mam, ojców, dziadków, pradziadków, aby zaprezentować swoje narzeczone, mężów, dzieci i wnuki i wygrzać swoją duszę w bezpiecznym zanikającym ciepłe troskliwego spojrzenia nestorów rodu.

Ten powrotny lot do rodzinnego domu w kraju rozpostartym od oceanu Atlantyckiego do Pacyfiku ma też miejscowy unikalny smaczek powrotów po dłuższym okresie nieobecności, w celu zrozumienia tradycyjnej mądrości czasu i postrzegania zmian, jakie on ze sobą niesie, bo czas w ludzkiej skali to nic innego jak dystans między narodzinami i śmiercią każdego z nas.

Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zamiera życie zawodowe, pustoszeją szkoły, drogi i człowiek z wyroku kalendarza tradycji, jak zahipnozowany dosiada jakiegoś środka lokomocji. Zostawia wszystko, czym żyje na co dzień i poddając się pierwotnym instynktom, przestaje opierać się bajkowemu światu marzeń, niby dawno minionych, ale zaczarowanych na zawsze w naszych dziecięcych tęsknotach i cudownych jaskiniach wspomnień.

Oto właśnie Thanksgiving, coroczna chwila czarodziejskiego troskliwego odwiertu, zabieganych dążeniem do sukcesu ludzi, w celu poszukiwania prawdziwej bliskości i sensu ciągłości ludzkiego życia opartego na modelu więzi amerykańskiej rodziny.

Oczywiście to tylko powszechny model, w który uderzają współczesne wichury i huragany nowoczesności niszczące i demolujące tę ważną i unikalną tkankę amerykańskiej tradycji. Powszechne i bezwzględne dążenie do sukcesu, nerwowa potrzeba natychmiastowego zaspokajania i gratyfikacji, rozpowszechniony egoizm, dbałość o jedynie słuszny swój punkt widzenia i interes. Wszystko to zaprzeczające koncepcji koniecznego w małżeństwie, w rodzinie i społeczności kompromisu, sztuce pielęgnowania różnorodności partnera w pełnej tolerancji konfederacyjnej koncepcji związku z uznaniem prymatu i potrzeby jego trwania.

Coraz więcej wnucząt i prawnucząt rodzi się niezamężnym kobietom i one to unikają przy rodzinnych stołach bezsilnych, troskliwych i niepewnych spojrzeń i niezadanych pytań rodziców, dziadków i pradziadków. Rozpad modelu tradycyjnej rodziny powszechny jest tak w kategorii ludzi klasy średniej, wyższej, jak i wśród ubogich żyjących na opiekuńczej siatce rządowej pomocy.

Niewidzialna ręka państwowej biurokracji zwiększającej swój udział w przestrzeni ekonomicznej kraju starając się zastąpić kobiecie tradycyjnego partnera pomaga, jednocześnie osłabia potrzebę dotychczasowego modelu rodziny i sprzyja jego przypadkowemu zburzeniu i wykolejeniu. Człowiek traci poczucie potrzeby odpowiedzialności za drugiego człowieka i niezdolny do kompromisu dziczeje, dba już tylko o siebie samego, opierając się na zgubnym silnym ramieniu Wujka Sama.

Pozytywne aspekty tradycji Święta Dziękczynienia są chłostane nowymi sposobami przez zwiadowców i heroldów pieniądza i produktu szerzących nowe tradycje, nową wyobraźnię, pragnienia, wartości i nową moralność. Część ludzi po spożyciu wspólnego posiłku nie dopełnia już wieczoru w gronie rodzinnym.

To, co kilka lat temu było jeszcze nie do pomyślenia staje się rzeczywistością. Już o godz. 2 po południu swoje podwoje otwierają sieci wielu sklepów z kuszącym wrzaskiem reklam pełnych sporych obniżek na artykuły. W ubiegłych latach sezon polowań na te szalone przeceny zaczynał się o północy w dziękczynny czwartek. W sumie nazwano to Czarnym Piątkiem a to, dlatego, że biznesy w handlu detalicznym umownie zaczynają dopiero zarabiać, wydobywające się spod dorocznej czerwonej kreski strat. Żeby było ciekawiej dla mniej mobilnych a bardziej zaprzyjaźnionych ze światem komputerów, już w nocy ze środy na czwartek internetowy świat rzuca swoje perły przed… chętnych oferując zniżki na wiele artykułów. Choć trzeba przyznać, że i w tę dżunglę wkracza świat wirtualny i “czarny piątek” jest już w akcji od tygodnia, ludzie zamawiają po obniżonych cenach swoje łakocie już znacznie wcześniej. Niestety w tym roku jest jeszcze gorzej, jest już “czarna środa”, a szkoda…

Przed większymi sklepami rozgrywały się dantejskie sceny. Ludzie na kilka godzin przed ich otwarciem stoją (czasem śpią) w kolejce, (czyli rezygnują z Thanksgiving!), niektórzy rozbijają namioty... Dochodzi do bójek, wpychania się do kolejek, nawet użycia broni. Ktoś zażartował, że w Ameryce byłby ekonomiczny boom, jeśli ci sami ludzie włożyli by podobną energię i poświęcenie w szukanie pracy…

W godzinie otwarcia zebrany lud, jak bydło pędzone biczem pożądania, przejawia zachowanie właściwe samobójczym religijnym sektom, rzucając się w ślepym pędzie (jak po zbawienie, czy w lepszej sprawie...), tratując swoich mniej mobilnych współ nieszczęśników. Oto smutna próbka nowych zachowań i wartości zaszczepianych przez niewidzialną rękę, kształtującą nowe społeczeństwo potrzebne do realizacji dalekosiężnych planów nowych panów inżynierów zachowań rodzaju ludzkiego. Patrząc na te obrazy jakby z III świata, można pomyśleć, Ameryki już nie ma…

Przyjmuje się, że pierwszy Thanksgiving miał miejsce w Plymouth, wśród holenderskich imigrantów w stanie Massachusetts w 1621. W okresie prześladowań religijnych ci Anglicy uciekli z życiem do Holandii i po 11 latach 1 sierpnia 40 (na 102 pasażerów) z nich wybrało się w podróż do Nowego Świata. Do Ameryki dotarli w zimnym, nieprzyjemnym listopadzie. W pierwszej zimie ok. 50% z nich zmarło z głodu i chorób. Wiosną życzliwi Indianie nauczyli ich siać kukurydzę i innych umiejętności pozwalających przeżyć.

Tak więc uczestnikami biesiady byli przybyli z Anglii na statku „Mayflower” pielgrzymi, którzy oddali się razem z okolicznymi Indianami 3 dniowej biesiadzie, na której główną atrakcją były dzikie indyki. Podobno w tej słynnej biesiadzie wzięło udział 53 pielgrzymów i 90 amerykańskich Indian. Taki właśnie obraz tamtych dni przekazują szkolne podręczniki, pielgrzymi przeżyli swoją pierwszą srogą zimę z pomocą miejscowego indiańskiego plemienia Wampanoag, który następnie brał udział w biesiadzie.

Tak więc dokładniej mówiąc ze 102 pasażerów słynnego „Mayflower”, 40 było angielskimi purytanami, uchodźcami religijnymi z Holandii. Oni to kierując się Słowem Bożym z Biblii i naśladując starożytnych Izraelitów (przejście Żydów przez Morze Czerwone do Palestyny), stworzyli swego rodzaju kibbutz-komunę, polegająca na wspólnej własności i wspólnej pracy. Przybysze byli zadłużeni, teraz musieli spłacać pożyczki zaciągnięte na podróż jeszcze w Holandii. Można, więc śmiało powiedzieć, że Ameryka już miała swoje spotkanie z socjalizmem/komunizmem i banksterami dawno zanim ktokolwiek słyszał o Karolu Marksie, czy Sorosie. Co prawda był to komunizm na podłożu religijnym, ale przyniósł tamtej społeczności równie opłakane skutki, co nasze współczesne nieudane adaptacje na podłożu ateistycznym. Wszyscy czerpali w równym stopniu zyski ze wspólnej pracy, ale wielu z nich nie chciało się pracować.

Gubernator Bradford obserwując powolny upadek motywacji do pracy wśród swoich podopiecznych i wprost zagrożenie śmiercią głodowa, wprowadził swoisty NEP, własność prywatną i tzw. wolny rynek (wymiana dóbr i pracy) i z satysfakcją odnotował w swoim dzienniku gwałtowne „ożywienie gospodarcze” wśród swojej społeczności. Nastąpiła nie tylko współpraca, ale i wymiana handlowa z Indianami dla obopólnej korzyści.

W 1863 r. prezydent A. Lincoln wydał proklamację wprowadzającą oficjalnie święto Thanksgiving i ustanawiającą go na ostatni czwartek listopada. Ze względów biznesowych prezydent FDR w 1941 r. przesunął je na 4-ty czwartek listopada, oficjalnie wpisując je, jako święto do prawa federalnego.

Od lat 40 – tych XX wieku, prezydent USA oficjalnie ułaskawia dwa indyki, aby godnie dożyły swoich dni.

W kilku miastach kraju tradycyjnie mają miejsce słynne parady (NYC, Detroit, Pasadena), mają również miejsce ważne rozgrywki sportowe. W sąsiedniej Kanadzie, święto Dziękczynienia ma miejsce w drugi poniedziałek października.

Inny punkt widzenia na świętowanie Thanksgiving reprezentuje znany ze swoich lewackich poglądów, profesor wydziału dziennikarstwa z Austin (University of Texas), Robert Jensen. Jensen publikuje na witrynie związanej z globalistą i finansowym spekulantem, socjalistą, węgierskim Żydem z USA, Georgem Sorosem, który w Polsce sponsoruje Instytut Stefana Batorego i Otwarte Społeczeństwo. Prof. Jensen pisze też w Texas Triangle, w Austin, w tygodniku dla gejów i lesbijek.

Autor porównuje białych osadników z Anglii i innych krajów europejskich, do niemieckich nazistów, mówiąc o ludobójstwie Indian, (którzy skolonizowali Amerykę ok. 10 tys. lat wcześniej).

Jensen przypomina, że od 1970 r. istnieje inna tradycja, alternatywna do Thanksgiving, nazwana Dniem Żałoby i obchodzona w proteście do mitologizowania amerykańskiego eksperymentu i upamiętnienia ludobójstwa Indian.

Okazuje się, że Thanksgiving to święto również największego ruchu na drogach i w przestrzeni, ceny biletów lotniczych poszybowały w górę ok. 40%, zatory na lotniskach, ok. 2,000 lotów skasowano w środę, przepychanka i bałagan. Co najmniej 60 mln Amerykanów będzie podróżowało co najmniej 50 mil.  

Nie czas tu dzisiaj na politykę, ale jasno widać, że Ameryka w wielu wymiarach przechodzi kryzys i naprawdę jest o co się modlić przy rodzinnej dziękczynnej biesiadzie. Konserwatyści będą modlić się powrót do normalności z uszanowaniem płynących z Konstytucji praw jednostki. Socjaliści/komuniści będą się "modlić" o szybsze i odważniejsze zmiany w polityce, które przybliżyły by mieszkańców Ameryki do życia w komunistycznej utopii, kiedy to nic nie będziesz posiadał i będziesz wolny i szczęśliwy (?)

Amerykanie powinni podziękować Bogu za to, że przynajmniej lewica globalistyczna nie zdobyła Kongresu (dzierżąc Senat i Prezydenta), dając tym samym nadzieję, że w następnych wyborach przy napływie cywilnej, obywatelskiej odwagi jest szansa na przywrócenie zasad REPUBLIKI. Republikanie powinni po pierwsze przypilnować swoich polityków do spełnienia wyborczych obietnic przywrócenia działania zasad zdrowego rozsądku i respektowania Konstytucji. Będziemy cieszyć się dymiącymi  smacznościami indyków, bo kiedy zwariowani globalistyczni lewacy zdobędą pełnię władzy, dla nas zostaną ostatnio propagowane robaki…

Bezideowi globaliści będą się "modlić" o to aby konserwatyści i socjal/komuniści wzięli się za przysłowiowe "łby", w wyniku czego zaistniałaby potrzeba wprowadzenia silnej władzy i dalszego ograniczenia praw obywatelskich. A Bóg z zaciekawieniem patrzy ile w nas pozostało wiary, z której czerpiąc będziemy w stanie powstrzymać szaleństwa globalistów i ich sojuszników...

Jacek K. Matysiak                                                                                                                                                                                                                                                                                                            Kalifornia, 2021/11/24

Jacek K.M.

Jacek K.M. - Fraszka reprezentuje puls dzisiejszego swiata jest krótka i niecierpliwa w dążeniu do konkluzji. Ostra jak przeszycie sztyletem i powodująca zarazem usmiech satysfakcji i odprężenia, który przychodzi po przebyciu trudnej ale krajobrazowej drogi. F

Podobał Ci się post? Wystaw ocenę!

3

liczba ocen: 9

  • Znowu szczerze...

    To całe amerykańskie święto to nic innego jak pamiątkowa uczta morderców obżerających się ciałami swych ofiar.
    Bo jak dziękują ci amerykanie swoim wybawcom - indykom, dzięki którym przetrwali pierwszą zimę?
    Wtedy zjedli indyki - można rozumieć - konieczność. Ale robić z tego teraz święto i na pamiątkę mordować corocznie przynajmniej 50 000 000 przedstawicieli tego gatunku - to już przesada.
    Do tego - Indianie nauczyli ich sadzić kukurydzę i inne rośliny dające szansę na przeżycie bez głodu.
    Co w zamian zrobili ci amerykanie?
    Wyrżnęli Indian. Też rodzaj dziękczynienia.

    Można się tylko zastanawiać - komu jeszcze amerykanie będą "dziękczynić". Ostatnio padło na Ukraińców.

    • Znowu szczerze...#Krzysztof J. Wojtas

      //uczta morderców obżerających się ciałami swych ofiar.//
      Z Pana to jednak wyjątkowo wrażliwy obywatel
      Należy ufać ,że w ramach polskiej cywilizacji
      nie zabraknie żeberek i karczku

      • Znowu szczerze...#Krzysztof J. Wojtas#puuuq

        Lubię i gąskę, a i kaczorem nie pogardzę.O!!!

        Ale nie jako DZIĘKCZYNIENIE tylko z normalnej oskomy na dobre żarcie.

      • Znowu szczerze...#Krzysztof J. Wojtas#puuuq

        Tylko tutaj wymyślono masowe żarcie a co za tym idzie masowe usmiercanie indyków. Amerykanie wszystko muszą mieć duże. I mordowanie ptaków, i mordowanie ludzi. Mają rozmach . I nie okazują wdzięczności. Aktem założycielskim społeczności, która potem utworzyła naród amerykański była masowa zbrodnia na Indianach

    • Znowu szczerze...#Krzysztof J. Wojtas

      Ciagle sie pan zarzeka ze nie interesuje pana Ameryka i jakos znowu pierwszy pan tu komentuje.

      • Znowu szczerze...#Krzysztof J. Wojtas#terminal 2

        A po co się tu pokazują?

        • Znowu szczerze...#Krzysztof J. Wojtas#terminal 2#Krzysztof J. Wojtas

          Pokazuja sie bo czuja sie czescia Narodu Polskiego nawet kiedy czasowo badz na stale przebywaja poza granicami panstwa.
          Czy cywilizacja polska nie uznaje takich zjawisk?

  • Indyk ze sklepu smakuje OK. Upieczony jest wspanialy, tuz po upieczeniu.

    Na drugi dzien resztki sa paskudne w smaku. Jak stara wieprzowina. Wymyslono wiele receptur jak zuzyc te resztki indyka by byly zjadalne. Nic z tego. Trzeba sie zmuszac by to zjesc i gospodarzom powiedziec, ze bylo to jednak bardzo dobre choc stare.
    Zupelna inna historia jest z dzikim indykiem, ktorego w USA jest dosyc wszedzie gdzie sa lasy, krzaki. Ustrzelilem kilka razy takiego na swej posiadlosci z wiatrowki. Wycina sie z takiego jedynie piersi, ktore sa przysmakiem, reszte sie wyrzuca bo same zyly. Nie trzeba wiec skubac z pior. Znakomite miesko, nie traci smaku na drugi dzien jak z indyka hodowlanego.

  • I tak sobie zasiadali do tych indyków na stole nie zauważając nawet, że

    ci - co to ich ojcem jest diabeł - zaszli ich od tyłu i jest już za późno na powrót do człowieczeństwa!
    Wniosek?
    Piekło czeka - i prawdopodobnie długo czekać nie będzie.

  • 1*

    I tak jak rok temu, muszę znowu powtórzyć, jakie piękne to święto. Jak bardzo judejskie, wyrosłe z koczowniczych tradycji ludobójczych.

    "Dzień Dziękczynienia (Thanksgiving) to święto dość dziwaczne, bo zwykle jak jakiś naród zabiera drugiemu jego kraj, to bez podziękowania. A dzisiejsi mieszkańcy USA dziękują Indianom.

    [...]

    Pierwsi kolonizatorzy Nowej Anglii (nazywani przez poprawność Pielgrzymami), zaprosili Indian na dożynkową ucztę, która – jak uczą amerykańskie podręczniki – odbyła się w miłej i poprawnej politycznie atmosferze… mimo, że „czerwonoskórzy” jedli rękoma i bez użycia sztućców, mimo że przybyli ubrani jak dzikusy w skóry zwierząt. Podręczniki milczą jednak o tym, że potem ("Pielgrzymi") wyrżnęli plemię Wampanoag, a głowę ich wodza Metacometa zatknęli nad bramą fortu Plymouth, gdzie sterczała ponad 20 lat. A zaledwie pół wieku później na Wschodnim Wybrzeżu działały już faktorie, które regularnie wysyłały indiańskich niewolników do Indii Zachodnich i Europy. Tych, którzy stawiali opór bezwzględnie mordowano.

    Po każdej krwawo przeprowadzonej „pacyfikacji” koloniści urządzali… Święto Dziękczynienia."

    Źródło: http://multiculticlub.pl/swieto-dziekczynienia-usa-swietuje-rzez-na-indianach/

    Koniecznie jeszcze muszę uzasadnić wstęp, w którym nawiązałem do tradycji żydowskich.
    Otóż całe to haniebne "thanksgiving" to nic innego jak echo, podobnie czczącego ludobójstwo, żydowskiego święta Purim.
    Szczegóły każdy może sobie sam znaleźć.

    P.S. Oczywista indiańska "dzida" (1*) w ocenie ode mnie!

  • Thanksgiving

    Indyka nie pieke bo to jest amerykanska tradycja , ale polalem sobie tak do polowy i jak to walne to jestem pewny ze resztki wdziecznosci na dnie zatwardzialego serca znajde.
    Acha, bede ogladal film , o tym jak wodz Sidzacy Byk negocjowal z pulkownikiem Nelsonem Milesem. Fragment zamieszczam:

  • Jak słyszę słowo Ameryka,

    to robi mi się niedobrze.

  • mhm

    "Tak więc dokładniej mówiąc ze 102 pasażerów słynnego „Mayflower”, 40 było angielskimi purytanami, uchodźcami religijnymi z Holandii. Oni to kierując się Słowem Bożym z Biblii i naśladując starożytnych Izraelitów (przejście Żydów przez Morze Czerwone do Palestyny), stworzyli swego rodzaju kibbutz-komunę, polegająca na wspólnej własności i wspólnej pracy. Przybysze byli zadłużeni, teraz musieli spłacać pożyczki zaciągnięte na podróż jeszcze w Holandii. Można, więc śmiało powiedzieć, że Ameryka już miała swoje spotkanie z socjalizmem/komunizmem i banksterami dawno zanim ktokolwiek słyszał o Karolu Marksie, czy Sorosie. Co prawda był to komunizm na podłożu religijnym, ale przyniósł tamtej społeczności równie opłakane skutki, co nasze współczesne nieudane adaptacje na podłożu ateistycznym. Wszyscy czerpali w równym stopniu zyski ze wspólnej pracy, ale wielu z nich nie chciało się pracować."

    purytanizm w którym każdy jest wart tyle ile ma porównać z komunizmem gdzie każdy jest równy? serio?